WANKEN • Lovely retro Graphics
“Biyaheng Pinoy”
pies przewodnik
Idzie Czerwony Kapturek przez las. Nagle z krzaków wyskakuje wilk - stary zboczeniec i się drze:
- Ha Ha Kapturku, nareszcie cię pocałuję tam, gdzie...
kung fu panda
są faceci, którzy łapią za serce.. (link)
Z drzemki na plastikowym siedzeniu Marek został wyrwany dosyć gwałtownie. Było to tak niespodziewane, iż kilka chwil po przebudzeniu spędził na ustalaniu gdzie jest. Plastikowe siedzenia, rurki. Duże brudne szyby. Był w tramwaju. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się w porządku. Idylla skończyła się, gdy nagle dotarło do niego, że dziwne uczucie w okolicy żeber to ból. Co więcej, wysnuł śmiałą teorię, że zadał mu go człowiek stojący teraz obok. Mijało właśnie półtorej sekundy od pobudki, a Marek wpadł na genialny pomysł, aby się mu przyjrzeć. Ktosiu był niezbyt wysoki, luźno ubrany i zakapturzony. Mówiąc „luźno” nie mam na myśli takiej luźności, jaką zwykliśmy oglądać. Można było odnieść wrażenie, że gdyby Ktosiu był ciut mniejszy, wysunąłby się przez rękaw bluzy, którą dziarsko na sobie nosił. Marka rozbawił ten widok, postanowił się jednak nie uśmiechać. Miał dziwne przeczucie, że kosztowałoby go to kilka zębów – kastet na ręce Ktosia z pewnością nie był ozdobą.
- Dawaj telefon – zachrypiał Ktosiu.
Właśnie, zachrypiał? W głowie Marka coś zaczęło wrzeszczeć. Dresy nie chrypią. Zaraz, dresy są większe! Przyjrzał się Ktosiowi i otworzył usta ze zdziwieniem. Napastnik miał co najmniej 60 lat. „To pewnie sen, niech mnie ktoś uszczypnie.” – pomyślał Marek. Staruszek wydawał się czytać w jego myślach, bo po chwili mocno go uszczypnął. Kastetem. W szczękę.
Dzwony w uszach ucichły dopiero po chwili. Marek był teraz uboższy o kilka zębów i telefon. Mimo to, nadal nie mógł wyjść z szoku, że został obrabowany przez coś, co nazwał mafią geriatryczną. Wytoczył się z tramwaju, który akurat zatrzymał się na przystanku przy dworcu PKP. Powoli zaczął zbierać myśli. Ktosiu nie działał sam. W środku było ich więcej, wszyscy identycznie ubrani. Jak zwykle, był takim pechowcem, żeby wylądować z nimi sam na sam w pustym wagonie. No, był jeszcze motorniczy, który właśnie wybiegł z tramwaju. „Ciekawe dlaczego?” – Marek zapytał się w myślach. Odpowiedź przyszła bardzo szybko. Tramwaj numer dwa płonął właśnie ku uciesze swych pasażerów.